CAROLINE HALLEY DES FONTAINES / Czas i cisza
10.10.2008 / Caroline Halley Des Fontaines w rozmowie z Modernphoto:

MP: Studiowałaś prawo i socjologię. Co popchnęło cię do realizowania pasji fotograficznej? Czy była to podróż, jaką odbyłaś ją jako członkini Organizacji Praw Człowieka (do Indii, Maroka, Wietnamu i Rwandy)?
CH: Tak, dzięki pracy w tych krajach przyjrzałam się międzynarodowej scenie politycznej i zdałam sobie sprawę z jej głębokich kontrastów, które w większości budzą w człowieku sprzeciw. Widziałam wiele tragedii i nędzy w Azji i Afryce i myślę, że robienie zdjęć pozwalało mi przekształcać rzeczywistość, tak trudną do zaakceptowania. Bardzo szybko poznałam niezwykłych ludzi i chciałam podzielić się ich pięknem, wizją i filozofią poprzez obrazy. Ich doświadczenie życiowe było inspiracją dla mojej drogi i całej mojej twórczości fotograficznej. Szczególnie inspirowały mnie społeczności żyjące blisko natury i sacrum.
MP: Świat techniki fotograficznej się rozwija, ale roi się w nim od bajkowo pięknych zdjęć cyfrowych. Jesteś wierna klasycznej czarno/białej sztuce fotografii. Gdzie tkwią przyczyny tego wyboru?
CH: Nie wiem, czy to jest wybór, to mój sposób ekspresji. Podoba mi się niedoskonałość i głęboka tekstura filmu. Wydaje się bardziej odpowiednia do tematów moich zdjęć. Poza tym łatwiej jest mi przekazać światło i muzykę fotografowanych osób poprzez zdjęcia czarno/białe. Ale jest także praktyczny powód, żeby nie używać aparatów cyfrowych, które wymagają dużego zużycia prądu elektrycznego… co jest dużą niedogodnością w większości regionów, w których pracowałam. Teraz kręcę filmy na taśmie wideo i super 8, więc powoli zmieniam swój sposób podróżowania.

MP: Czy jesteś zwolenniczką głęboko przemyślanych ujęć i kadrów, czy też Twoja ścieżka artystyczna opiera się na działaniach instynktownych i spontanicznych?
CH: Jeśli mam być zupełnie szczera, gdybym potrafiła, malowałabym obrazy rękami, a nie umysłem i oczami. Jak wiadomo, fotografia może bardzo inwazyjnie, natarczywie wdzierać się w codzienne życie ludzi, więc nie był to dla mnie dobry sposób interakcji z otoczeniem. Zwłaszcza w tych miejscach, gdzie ludzie są dzicy albo myślą, że chcesz ich wykorzystać, albo wierzą, że zdjęcie zabierze im duszę... itd. itd.
Potrzebuję więc czasu i najpierw odwiedzam dany region, poznaję jego kulturę i różne społeczności. Czasami ktoś mnie przedstawia i wprowadza, czasami nie.
Zazwyczaj inspirują mnie starożytne, święte miejsca lub specyficzna kultura celebrująca naturę, a obrazy przychodzą do mnie po pewnym czasie, kiedy zanurzę się w tej społeczności.
Ale cały czas zachodzi tyle niespodziewanych interakcji, że proces twórczy pozostaje nadal bardzo instynktowny. Częścią tego procesu jest dla mnie także pisanie i filmowanie, oba te media są inne, ale mogą się uzupełniać w treści, przesłaniu, ekspresji.
MP: Seria „Czas i cisza” (Time and Silence) to Twoje największe dzieło i najszerzej zakrojony projekt. Jak długo pracowałaś nad tymi zdjęciami? Czy może nam powiedzieć coś o najważniejszych założeniach tego projektu?
CH: Pracuję nad tym projektem od 10 lat. Kierowałam się chyba poszukiwaniem autentyzmu i prawdy. Znalazłam tam tę prawdę, którą zagubiliśmy w naszych nowoczesnych, „cywilizowanych” społeczeństwach. Chciałam, żeby te prace były opowieścią o podróży przez wspomnienia i wierzenia pewnych ludów, zrodzonych z wielkich cywilizacji, których tradycje przepłynęły przez czas z wytrwałością, szacunkiem, godnością i wdziękiem.
Myślę, że teraz staje się to raczej audiowizualnym projektem artystycznym dotyczącym archaicznej pamięci zbiorowej. Posuwam się dalej i proponuję re-eksplorację archaicznego i symbolicznego kontekstu pewnych starożytnych kultur, które nadal dziś kroczą swoją ścieżką w naszej zbiorowej nieświadomości. Mam nadzieję, że wkrótce będę miała wystarczająco dużo materiałów, żeby zaprezentować zbiór obrazów fotograficznych i filmów w formie instalacji multimedialnych, dających wrażenie przewracania kartek czasu.

MP: Nad jakim projektem fotograficznym pracujesz w tej chwili? Jaki jest twój wymarzony temat?
CH: Skończyłam właśnie prace o madonnie w Etiopii („Złote dziecko” – zdjęcia i film (super8)). Przygotowuję następny projekt o kulturze i pamięci Indian. Wkrótce wyjeżdżam do Ameryki Południowej i Środkowej, żeby pracować z tamtejszymi społecznościami indiańskimi (najpierw plemiona Tarahumara i Huichols w Meksyku, a następnie inne podróże w Peru i Gwatemali). Nie jest to dobrze zorganizowana wyprawa i ciągle jeszcze szukam tam kontaktów, ale planuje wyjazd na koniec października.
Mam nadzieję - nie wiem, czy można to nazwać marzeniem, ale mam nadzieję, że będę mogła odwiedzić Indian Hopi w Arizonie i utrwalić na zdjęciach czy filmie niektóre z ich świętych rytuałów.
MP: W czym tkwi sekret dobrego zdjęcia?
CH: Trzeba oddziaływać z otoczeniem, nie robić zdjęcia aparatem, ale otwartym sercem.

MP: Klimat Twoich fotografii porusza widza, przyprawia o dreszcz emocji. Jak ci się udaje skłonić człowieka do okazania tak intymnej bliskości?
CH: Spędzam z ludźmi dużo czasu, obdarzam ich głębokim i szczerym zainteresowaniem. Poza tym robię zdjęcia tylko za zgodą danej osoby.
MP: Carrtier-Bresson twierdził, że cały świat jest enigmatyczny i niezrozumiały, więc misją fotografa jest przekazanie tej tajemniczości. W przeciwieństwie do tej opinii, czy nie lepiej próbować wyjaśnić i uporządkować świat?
CH: Nie wiem, czy tak naprawdę jest tu różnica. Wszyscy i tak tworzymy naszą własność rzeczywistość: albo jej „szukamy” lub czekamy, żeby się pojawiła, albo ją tworzymy. W obu wypadkach mamy do czynienia z osobistą, indywidualna wizją i działaniem.
Nie interesuje mnie pogoń za ujęciem, dla mnie fotografia to tylko medium do przekazania rzeczywistości i poezji, o której chcę opowiedzieć.
MP: Twoje zdjęcia nie mają podpisów. Nie podajesz nazw miejsc, gdzie zostały zrobione. Czy to dlatego, że szukasz tego, co wspólne różnym kulturom, pewnej esencji ludzkiego istnienia?
CH: To prawda, że zawsze chciałam, żeby te prace były ponadczasowe, niekoniecznie z odniesieniami do miejsc. Nie są jednak aż tak oderwane od rzeczywistości, żeby można było uniknąć wszystkich pytań i dociekań na temat miejsc itd. Zatem ze wszystkimi tymi zdjęciami wiąże się jakaś legenda.
MP: Co spowodowało, że ostatnio się śmiałaś?
CH: Przybycie pana Sarkozy na otwarcie świątyni buddyjskiej na południu Francji.
CAROLINE HALLEY DES FONTAINES
Rzeczywistość, którą fotografka odkrywa przed nami, jest prosta i czysta. Przedstawia świat wyzbyty z kontekstu współczesnej cywilizacji, osadzony silnie w tradycji i kulturze przedstawianych miejsc i ludzi.
Więcej prac Caroline można zobaczyć na jej stronie internetowej: www.carolinehalley.com

Do tej pory zamieściliśmy następujące prezentacje fotograficzne oraz rozmowy z fotografami:
15.08.2009 / JEFFREY STOCKBRIDGE
22.03.2009 / LUIS GONZALEZ PALMA
28.10.2008 / TOMEK NIEWIADOMSKI
06.10.2008 / KRZYSZTOF WŁADYKA / Fotografia eksperymentalna
27.09.2008 / JERZY WIERZBICKI / Dokument
20.09.2008 / IGOR OMULECKI / Fotografia subiektywna
13.09.2008 / PIOTR ZASTRÓŻNY / Dokument
07.09.2008 / PAWEŁ BORKOWSKI / Hello Money
25.08.2008 / MACIEJ BORYNA / Fashion
02.08.2008 / GAMID IBADULLAYEV / Surrealistyczna inspiracja
23.07.2008 / GRZEGORZ SZCZERBACIUK / Fotografia aktu
14.07.2008 / MARIUSZ ŚLEDŹ / Fotografia architektury
Zobacz również: www.wspolczesnafotografia.pl